Na plener Kasi i Arka, których możecie kojarzyć z Ich wyjątkowego ślubu w Rzeszowie (link tutaj) przyjechałam do mojego rodzinnego Przemyśla. I chociaż ani Kasia ani Arek nie pochodzą z moich okolic to właśnie tutaj znaleźli miejsce, które wymarzyli sobie na tło ich poślubnej sesji. Temat opuszczonych szklarni czy egzotycznych palmiarni od jakiegoś czasu przewija się w sesjach ślubnych ale nigdy bym nie przypuszczała, że takie miejsce mogę znaleźć zaledwie kilka kilometrów od mojego rodzinnego domu. Ale jak to mówią, pod latarnią najciemniej….. czy jakoś tak 😉

Na ten konkretny dzień umówiliśmy się miesiąc wcześniej. Nie lubię nigdy umawiać się z tak dużym wyprzedzeniem;  nie ufam pogodzie w Polsce, która potrafi być wyjątkowo okrutna i nieprzewidywalna. O dziwo pogoda spisała się nawet lepiej niż mogłam sobie wymarzyć albo po prostu limit pecha na ten rok został wyczerpany 🙂

Siedzę właśnie w pociągu z Przemyśla do Krakowa, jest 6 grudnia, za oknem szaro, ponuro i zimno i tak sobie pomyślałam, że może to jest właściwy dzień, żeby podzielić się z Wami efektami tej sesji. Mam do niej jakiś szczególny sentyment, głównie za sprawą jej bohaterów, którzy okazali się być fantastycznymi ludźmi i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę mogła ich gdzieś spotkać. A może akurat komuś zrobi się cieplej od oglądania tych zdjęć 🙂

plener ślubny plener ślubny plener ślubny plener ślubny plener ślubny plener ślubny plener ślubny